Polski kryptolog przez dekady ukrywał zasługi z II wojny światowej

- Autor, Isaac Ashe
- Relacja z, Derby
- Autor, Simon Ward
- Stanowisko, East Midlands
- Data publikacji
- Czas czytania: 7 min
„Moja żona zmarła i nie wiedziała. Nigdy nie mówiłem o tym nikomu. Właściwie zawsze narzekała: wszyscy twoi znajomi mają jakieś historie do opowiedzenia, kiedy przychodzą w odwiedziny, a ty nigdy nic nie mówisz."
II wojna światowa była dla Ferdynanda Wankego - dziś Freda Vanke'a - pełna niezwykłych wydarzeń. Po nazistowskiej inwazji uciekł z Polski i szkolił się do walki konspiracyjnej jako „cichociemny". Później, w Anglii, podjął pracę nad łamaniem szyfrów, która pomogła odmienić losy wojny.
Fred, dziś 103-latek, musiał ją trzymać w tajemnicy. Przez dziesiątki lat ukrywał swoją rolę w alianckim wysiłku wojennym. Wielu z jego przyjaciół i członków rodziny nigdy nie poznało prawdy.
Niedawne badania nad losami Freda, który mieszka dziś w angielskim hrabstwie Derbyshire, rzuciły nowe światło na losy słynnych kryptologów z Bletchley Park, gdzie podczas II wojny światowej znajdowało się brytyjskie centrum łamania szyfrów.
Według szacunków w latach 1940–1945 na rzecz Bletchley Park pracowało około 100 Polaków.
Od czasu, gdy Fred opowiedział swoją historię, na Listę Zasłużonych brytyjskiego ośrodka trafiło 27 polskich kryptologów i pracowników wywiadu elektronicznego (SIGINT). Możliwe, że dołączą do nich kolejni.
Nowe badania dokumentują wkład Polaków w pracę Bletchley Park. Pomagają też historykom lepiej zrozumieć skalę partnerstwa wywiadowczego między Wielką Brytanią a polskim rządem na uchodźstwie.

Źródło zdjęcia, Z archiwum rodziny
Fred, urodzony jako Ferdynand Stanisław Wanke, jest uważany za ostatniego żyjącego członka polskiej grupy kryptologów.
W wieku 16 lat musiał uciekać przed wojną z rodzinnego Krakowa.
„Obudziłem się rano, gdy usłyszałem samoloty. Podbiegłem do okna i zobaczyłem nadlatujących Niemców. Myślałem jednak, że to ćwiczenia polskich sił powietrznych," wspomina.
„Ludzie krzyczeli i padali na ziemię, a my słyszeliśmy strzały z karabinów maszynowych. Mój ojciec wbiegł do środka i powiedział: 'Do piwnicy, nadchodzą Niemcy'. Tak zaczęła się dla mnie wojna”.
Fred, jego siostra i przyjaciel wyruszyli na wschód furgonetką polskiego szpitala wojskowego. Mieli nadzieję uniknąć niemieckiego ostrzału i dotrzeć do domu dziadków.
„Widziałem idących zewsząd ludzi, masy ludzi," mówi Fred. „Gdy zbliżali się Niemcy, moja siostra mówiła: 'pod furgonetkę, pod furgonetkę'. Wtedy pierwszy raz widziałem tak poważnie ranne osoby."

Źródło zdjęcia, Z archiwum rodziny
Fred chciał początkowo dotrzeć do Syrii, wówczas francuskiej kolonii. Jednak po upadku Francji udał się do kontrolowanej przez Brytyjczyków Palestyny. Tam wraz z ojcem dołączył do nowo utworzonej Brygady Strzelców Karpackich.
Pamięta, jak myślał: „Wreszcie zostanę żołnierzem".
Szybko udowodnił swoją wartość. Po szkoleniu oficerskim w Tel Awiwie wysłano go do Glasgow, gdzie miał szkolić się na „cichociemnego". Miał poznać tajniki walki konspiracyjnej i zostać zrzucony na teren okupowanej Polski.
„Przeszedłem wszystkie kursy: jak używać trucizny, jak zabijać ludzi po cichu i tak dalej," wspomina.
„Pewnego dnia mój dowódca, pułkownik Mayer, zawołał mnie i powiedział: 'Jesteś młody, mam syna w twoim wieku. Jeśli zgłosisz się na ochotnika do zrzucenia do Polski, przeżyjesz średnio cztery, pięć miesięcy. To będzie twój koniec. Mam dla ciebie coś lepszego'."
"Byłem na niego dość zdenerwowany."

Źródło zdjęcia, Z archiwum rodziny
Do Glasgow przyjechał kapitan z Bletchley Park - tajnej siedziby brytyjskiej Rządowej Szkoły Kodów i Szyfrów.
„Dał nam wszystkim wykład i małą zagadkę," wspomina Fred.
Gdy złamał pierwszy szyfr, dano mu drugi, z którym również nie miał problemu.
„Powiedział mi: 'Masz dar, który posiada niewielu'," mówi Fred.
Choć miał niewiele ponad 20 lat i był młodszy od pozostałych członków jednostki, zwerbowano go do pracy w The Arches - polskiej stacji radioelektronicznej blisko miejscowości Hemel Hempstead, która wspierała działania Bletchley Park.
Budynek The Arches wygląda z ulicy na duży, ale niczym niewyróżniający się dom. Kilkanaście pomieszczeń wewnątrz przekształcono w biura dla kryptologów. W ogrodzie stały baraki, w których mieszkali operatorzy radiowi.
Fred stacjonował tam wraz z kilkudziesięciorgiem polskich kryptologów. Jego zespół podsłuchiwał sygnały nadawane przez Niemców i usiłował je rozszyfrować.

Źródło zdjęcia, Z archiwum rodziny
„Zaczynasz od prostych rzeczy. Musisz nauczyć się języka, jego struktury i cech charakterystycznych, a potem snuć na ich podstawie domysły," opowiada Fred.
„Kiedy przyjechałem, nikogo tam nie znałem. Czułem się trochę dziwnie. Jednak bardzo szybko [życie w The Arches] zaczęło przypominać wakacje."
Życie poza ośrodkiem bywało trudniejsze.
„Ponieważ nosiliśmy polskie mundury, ludzie w Hemel Hempstead pluli na nas i krzyczeli: 'Zjeżdżajcie i walczcie z Niemcami'."
„Nie mogliśmy powiedzieć, co robimy, więc wytrącało nas to trochę z równowagi."
Jednak praca Freda i innych Polaków - zarówno przed, jak i po 1939 r. - była kluczowa dla wysiłku wojennego aliantów.

Źródło zdjęcia, (c) Crown Copyright
Nowe badania skupiały się m.in. na losach Mariana Rejewskiego i Henryka Zygalskiego - dwóch z trzech polskich matematyków, którzy złamali przed wojną kod niemieckiej Enigmy. (Trzecim był Jerzy Różycki). Rejewski i Zygalski kontynuowali następnie pracę w Wielkiej Brytanii.
Na konferencji w podwarszawskich Pyrach w 1939 r. polscy kryptolodzy przekazali brytyjskim i francuskim kolegom - w tym Alastairowi Dennistonowi i Dilly'emu Knoxowi - swoją wiedzę na temat Enigmy, kopie niemieckiego urządzenia i metody deszyfrujące.
„To spotkanie było ważne, gdyż położyło podwaliny pod partnerstwo między Brytyjczykami a Polakami. Znacznie pomogło Brytyjczykom w późniejszym ataku na Enigmę," mówi dr David Kenyon, historyk z Fundacji Bletchley Park, który badał historię Freda.
Sam Fred powiedział: „Bardzo ucieszyłem się, kiedy dostałem od rządu brytyjskiego list z podziękowaniami za to, co zrobiłem. Byłem jednak bardzo dumny z Zygalskiego, Rejewskiego i Różyckiego: to nasi trzej prawdziwi kryptolodzy”.

Źródło zdjęcia, Z archiwum rodziny
Po wojnie Fred przeprowadził się do Nottingham, gdzie prowadził firmę fotograficzną z innym byłym polskim żołnierzem.
Tam - w sklepie ze sprzętem fotograficznym - poznał żonę, Patricię.
„Była tam modelką. Kiedy ją zobaczyłem, powiedziałem sobie: 'To moja żona'," wspomina.
Wychowali trójkę dzieci i żyli razem aż do śmierci Patricii w 1996 roku. Fred nigdy nie opowiedział jej o swoich wojennych losach.
„Moja żona zmarła, nie wiedząc, co robiłem. Nigdy nikomu nie powiedziałem," mówi. „Właściwie zawsze narzekała: wszyscy twoi znajomi mają jakieś historie do opowiedzenia, kiedy przychodzą w odwiedziny, a ty nigdy nic nie mówisz."
"Przysiągłem, że nikomu nie powiem, i dotrzymałem słowa."
Fred wierzy, że zawdzięcza długie życie szczęściu, piciu whisky i temu, że w 1963 roku rzucił palenie. Jest też przekonany, że jest ostatnim żyjącym polskim kryptologiem z The Arches.
„Musi tak być. Mam 103 i pół roku, byłem też o dwa lata młodszy od reszty,” mówi.

Źródło zdjęcia, Getty Images
Jak mówi dr Kenyon: „Ze względu na tajemnicę otaczającą pracę Bletchley Park ... pełna skala polskiego zaangażowania w brytyjskie wysiłki na rzecz łamania szyfrów podczas II wojny światowej jest wciąż nieustalona".
„Dodanie nazwisk Polaków do naszej Listy Zasłużonych to wyraz uznania dla wkładu, jaki wnieśli polscy obywatele w szeroko rozumiane działania aliantów podczas II wojny światowej - nie tylko na frontach, ale także w Bletchley Park i w innych tajnych działaniach wywiadowczych. To wkład, który w przeszłości mógł zostać przeoczony."
Rafał Wiśniewski, chargé d'affaires a.i. w polskiej ambasadzie w Londynie, powiedział: „Praca polskich kryptologów - w trakcie II wojny światowej i na długo przed nią - odegrała ważną rolę w złamaniu kodu Enigmy i ostatecznie w zwycięstwie aliantów, co pomogło uratować niezliczone osoby."
„Dowody potwierdzające [ich] bezpośrednie powiązania z Bletchley Park i innymi tajnymi działaniami wywiadowczymi są naprawdę ważne. Pokazują głębię naszej współpracy, którą należy docenić”.

Córka Freda, 60-letnia Caroline Whelan, powiedziała: „Wiedliśmy bardzo szczęśliwe, normalne życie, biorąc pod uwagę, że młode lata taty były naprawdę traumatyczne."
„To niewyobrażalnie cudowne, że doczekał uznania, jakiego tak wielu nie było dane doświadczyć."
„Należy do ludzi, którzy nigdy nie nudzą rozmową. Teraz zawsze ma jakąś historię do opowiedzenia."
Przy tłumaczeniu tego artykułu, który oryginalnie był napisany w języku angielskim, użyto narzędzi AI. Dziennikarz BBC sprawdził tłumaczenie przed publikacją. Więcej o tym, jak używamy AI.
Edycja: Joanna Kozłowska








