Oglądasz tekstową wersję strony, która zużywa mniej danych. Zobacz pełną wersję tej strony ze wszystkimi zdjęciami i wideo.
Seks, kłamstwa i policyjni szpiedzy: sporna historia 'odrażającego' tajnego agenta
- Autor, Jon Ironmonger
- Stanowisko, dziennikarz śledczy (Londyn i wschód Anglii)
- Data publikacji
- Czas czytania: 10 min
Andrew Coles śpiewa w kościelnym chórze i angażuje się w działalność lokalnej Partii Konserwatywnej. Wcześniej był tajnym funkcjonariuszem brytyjskiej Policji Metropolitarnej - lub, dla niektórych, „policyjnym szpiegiem”.
Jessica (imię zmienione), aktywistka na rzecz praw zwierząt, twierdzi, że Coles podstępem skłonił ją do nawiązania intymnej relacji.
To historia o seksie i kłamstwach. Kto mówi prawdę?
Coles, dziś 66-latek, mieszka z żoną i chartem angielskim w krytym strzechą domu pod Cambridge. Jego bratem jest znany prezenter radiowy i telewizyjny oraz anglikański ksiądz, Richard Coles.
W latach 1990–1995 Andrew służył w tajnym oddziale Policji Metropolitarnej - Grupie Specjalnej ds. Demonstracji (Special Demonstration Squad, SDS), która infiltrowała grupy politycznych aktywistów i ruchy protestu.
Przez ostatnią dekadę jej działalność była przedmiotem oficjalnego dochodzenia ws. tajnych działań policyjnych (Undercover Policing Inquiry, UCPI).
Policja Metropolitarna „przyznała, że Andrew Coles miał intymną relację z Jessicą” - jak informuje komisarz policji Mark Rowley - i „jest rozczarowana, że [Coles] nie powiedział prawdy w trakcie śledztwa”.
Colesowi zarzuca się też, że doradzał innym tajnym funkcjonariuszom nawiązywanie podobnych związków z inwigilowanymi osobami.
Mężczyzna kategorycznie zaprzecza oskarżeniom i twierdzi, że padł ofiarą oszustwa.
„To po prostu zemsta," przekonuje.
W ekskluzywnym wywiadzie dla BBC Coles stwierdził, że dobry tajny funkcjonariusz powinien wykazywać odporność psychiczną, odwagę i bezwzględność.
Co z umiejętnością oszukiwania?
„Chyba tak," odpowiedział. „Chociaż moje zachowanie nie odbiegało zbytnio od mojej własnej osobowości”.
Dzisiejsze życie Colesa znacznie różni się od jego sekretnej przeszłości - w której, jak twierdził, musiał czasem łamać prawo, by zdobyć zaufanie szpiegowanych aktywistów.
„Brałem narkotyki, marihuanę. To było konieczne - potrzebowałem, by za mnie poręczyli," mówił.
„[Pewnego razu] dali mi butelkę po soku z cytryny, rzekomo pełną kwasu. Wylałem zawartość na witrynę sklepu mięsnego."
„Brałem też udział w nalocie na fermę kurczaków, podczas którego skradziono kilka ptaków i zniszczono mienie”.
Tajny oddział policji istniał już od ponad 20 lat, gdy do jego szeregów zaproszono Colesa.
Coles przyjął jako pseudonim nazwisko zmarłego chłopca, Andy Davey, i zaczął nawiązywać kontakty z Frontem Wyzwolenia Zwierząt - grupą aktywistów uznaną przez policję za ekstremistyczną.
„Ta praca z pewnością nie każdemu przypadnie do gustu. Jednak udało mi się ochronić część społeczeństwa przed naprawdę niebezpiecznymi ludźmi. Myślę, że wykonałem dobrą robotę," powiedział nam Coles.
W 1991 roku „Andy Davey" poznał Jessicę.
Kobieta wspomina, że była wtedy „naiwną" 19-latką. Jak powiedziała BBC, mieszkała w szeregowcu we wschodnim Londynie i szukała przygód.
Jessica ma dziś 54 lata. Wspomina Colesa jako niezręcznego towarzysko, nieco starszego mężczyznę, który jeździł furgonetką i szybko zaskarbił sobie sympatię jej znajomych aktywistów.
„Przychodził do nas do domu późnym wieczorem i trudno było go wyprosić," mówi.
„Pewnej nocy, bez ostrzeżenia, podszedł do mnie i mnie pocałował. Brakowało mi pewności siebie, by się z tego wyplątać. Tak stał się moim pierwszym prawdziwym chłopakiem”.
„Andy Davey" nie miał 24 lat, jak myślała Jessica. Miał 32 lata, żonę i dzieci.
Nie był też aktywistą sabotującym polowania. Potajemnie zbierał informacje wywiadowcze w ramach śledztwa karnego w sprawie Frontu Wyzwolenia Zwierząt. Śledztwo ruszyło po tym, jak kilkoro członków organizacji skazano za podpalenia i usiłowane zamachy bombowe.
„Uwiódł mnie podstępem,” mówi Jessica. „Spał w moim pojedynczym łóżku kilka razy w tygodniu, a ja nie wiedziałam, kim naprawdę jest."
„Trudno to nazwać gwałtem - ale wiedział, że [gdybym znała jego tożsamość], nie zgodziłabym się na seks."
Coles przyznaje, że pewnej nocy spał z Jessicą w łóżku, ale twierdzi, że nigdy nie doszło między nimi do kontaktów seksualnych.
„Jej historia jest nieprawdziwa, absolutnie nieprawdziwa," mówi. Dodaje jednak, że przedstawione dowody „bardzo trudno obalić”.
Wśród materiałów dowodowych są dwa odręczne listy, które Jessica - mieszkająca wtedy we Francji - wysłała w 1993 roku do bliskiej przyjaciółki.
W pierwszym liście czytamy: „To naprawdę dziwne, ale nadal spotykam się z Andym”.
W drugim: „[Andy] zasugerował, byśmy spotykali się z innymi ludźmi, bo jeśli zdecyduję się zostać tu jeszcze rok... on nie będzie miał wystarczająco dużo seksu”.
Coles ma teorię na temat pochodzenia listów.
„Pierwszy mógł zostać napisany w tamtym czasie. Drugi - to, o czym mówi - to kompletna bzdura. Myślę, że napisano go znacznie później i dołączono do materiałów dowodowych," przekonuje.
„Charakter pisma w niczym nie przypomina tego z oryginalnego listu, w którym są niemal dziecinne bazgroły. W drugim mamy eleganckie, połączone litery zapisane kursywą."
Jessica pokazała BBC więcej listów z tego samego okresu, napisanych wyraźnie różniącym się pismem.
„Jeśli piszę powoli, potrafię być schludna, ale jeśli piszę w pośpiechu albo jestem zła, jest zupełnie inaczej," mówiła.
„Same listy są dla mnie naprawdę krępujące. Gdybym miała pisać nieprawdę, nie napisałabym tych wszystkich żenujących rzeczy”.
Grafolożka sądowa Kate Barr powiedziała BBC, że pismo Jessiki „wydawało się zmienne”, i że kobieta mogła napisać oba listy mniej więcej w tym samym czasie.
Oficjalne dochodzenie ws. tajnych działań policyjnych (UCPI) wszczęła w 2015 roku była brytyjska premier Theresa May.
Członkowie komisji badają m.in., czy funkcjonariusze podstępem nakłaniali kobiety do seksu, inwigilowali rodzinę zamordowanego brytyjskiego nastolatka Stephena Lawrence'a, posługiwali się nazwiskami zmarłych dzieci i infiltrowali grupy aktywistów bez odpowiedniego uzasadnienia.
Coles złożył zeznania w 2024 roku. Podczas przesłuchania pytano go o zawarte w jego raportach wywiadowczych odniesienia do „atrakcyjnego wyglądu” aktywistek.
„Czy myślałeś o atrakcyjności seksualnej kobiet, z którymi się zadawałeś?", zapytali przesłuchujący.
„Ja o tym nie myślałem,” odpowiedział Coles, „ale z pewnością było to coś godnego uwagi”.
Colesa przesłuchiwano też w sprawie zeznań innych świadków, wielu z których nie znało Jessiki. Opisywali go jako „namolnego”, „odrażającego” lub „lubieżnego”.
Niektórzy twierdzili, że Coles podrywał kobiety i próbował nakłaniać je do intymnych kontaktów.
Trzy osoby zeznały, że widziały, jak całuje i obejmuje Jessikę w furgonetce lub wychodzi z jej sypialni w samych bokserkach.
Według Colesa ich zeznania są „całkowicie zmyślone”.
„Nic dziwnego, że chcą się na mnie zemścić," mówi.
Colesa zdemaskował niespodziewanie jego własny brat. Ks. Richard Coles napisał w autobiografii z 2014 roku:
„Mój starszy brat Andy miał swoje własne dramaty."
„Dołączył do Wydziału Specjalnego i działał pod przykrywką, prowadził podwójne życie. Infiltrował jakąś złowrogą organizację, podczas gdy jego żona i mała córeczka zadowalały się nieprzewidywalnymi wizytami”.
W 2018 r. śledczy UCPI potwierdzili, że Coles to Andy Davey, znany też jako agent HN2.
Czy Coles żałuje, że jego brat nie zachował milczenia?
„Byłoby mi łatwiej, [gdyby o tym nie napisał], ale nie żywię do niego urazy. Jest moim bratem i bardzo go kocham,” mówi.
Była to jednak trudna wiadomość dla Jessiki, która w 2014 roku zakładała firmę i studio artystyczne.
„Cały mój świat stanął w miejscu," wspomina.
„Stworzyli tego człowieka i wprowadzili go do mojego życia i łóżka. To ogromne naruszenie. To było jak gwałt ze strony państwa."
„Szpiegował moich rodziców, moich przyjaciół. Po co? Sabotowałam polowania. Nie mam na koncie żadnego wyroku... Wszyscy ci funkcjonariusze śledzili tylko ludzi ratujących kurczaki."
W 2012 roku Coles opuścił szeregi Policji Metropolitarnej. Zasiadał później w radzie angielskiego miasta Peterborough. Był też zastępcą komisarza ds. policji i przestępczości w hrabstwie Cambridgeshire.
Jednak od chwili zdemaskowania mierzy się z nieustanną krytyką.
Jessica i jej zwolennicy rozpoczęli przeciw niemu kampanię. Okrzyknęli go „prześladowcą kobiet" i protestowali na posiedzeniach rady miejskiej.
Coles mówi: „Spotykali się z przewodniczącym rady. Pisali do organizacji charytatywnych, w których działam, mówiąc: 'Nie ufajcie temu człowiekowi'; przygotowali ulotki."
„To wyczerpujące. Zawsze istnieje też groźba dalszej przemocy."
Coles, były prezes Stowarzyszenia Konserwatystów w Peterborough, stracił mandat radnego w 2024 roku. Od tego czasu dwukrotnie bezskutecznie ubiegał się o reelekcję.
Jessica mówi: „Nie powinien pełnić władzy. Miał nade mną władzę, gdy byłam z nim w związku, i nadużył jej w najgorszy możliwy sposób”.
Czy działa z zemsty?
„Nie. Ludzie muszą o tym wiedzieć: nie chcę, by zrobił to komuś innemu”.
W 2019 roku Coles skonfrontował się z Jessicą na osiedlu w Peterborough.
„Odwróciłam się i zobaczyłam, jak stoi o jakieś 10 stóp [trzy metry] ode mnie i mojego kolegi. Kierował na moją twarz kamerę. Filmował nas i mówił 'Idziecie do więzienia'," opowiada.
„Od 30 lat nie był tak blisko mnie. Chciałam stamtąd uciec."
Coles przyznaje, że „wyrwał kilka ulotek” z rąk rozdającej je osoby.
„Bałem się, że rozpowszechniają materiały mogące wpłynąć na wynik wyborów," mówi.
„Oskarżyli mnie o kradzież i spowodowanie obrażeń. Policja wszczęła śledztwo w tej sprawie, ale nic z niego nie wyszło."
W 2017 roku Policja Metropolitarna badała domniemany związek Colesa z Jessicą.
Colesowi nie postawiono żadnych zarzutów karnych. Usłyszał jednak, że gdyby wciąż był na służbie, zostałby przesłuchany w sprawie domniemanego naruszenia obowiązków.
Według brytyjskiej organizacji Police Spies Out of Lives, działającej na rzecz domniemanych ofiar tajnych agentów, funkcjonariusze podstępem nawiązali kontakty seksualne z ponad 60 kobietami.
Dziewięć z nich, w tym Jessica, otrzymało oficjalne przeprosiny i odszkodowania.
Możliwe, że niektórzy z tych funkcjonariuszy uczyli się z podręcznika napisanego przez Colesa w 1995 roku.
Pod nagłówkiem „Związki seksualne” Coles napisał: „Jeśli nie masz innego wyjścia, jak angażować się w związek z [aktywistą], powinieneś starać się o przelotne, katastrofalne relacje”.
Czy Coles namawiał funkcjonariuszy do seksu z osobami, które inwigilowali?
„Nie, pisałem o związkach. Jeśli ktoś się tobą zainteresuje i przerodzi się to w coś więcej niż przyjaźń, możesz coś zrobić, żeby położyć temu koniec," opowiada.
W podręczniku tekst figuruje jednak pod nagłówkiem „Związki seksualne”.
„Wiem. Byłem zaskoczony, gdy to zobaczyłem: nie sądzę, bym sam to napisał," mówi Coles.
Mimo to funkcjonariusze, którzy korzystali z jego materiałów, utrzymywali później długotrwałe relacje seksualne z aktywistkami. Czy czuje się za to częściowo odpowiedzialny?
„Jeśli byłbym ich przełożonym, to oczywiście, ale ja tylko szkoliłem ich w zakresie koncepcji," mówi.
Jessica mieszka dziś na południu Anglii. Wciąż angażuje się w aktywizm; opiekuje się też potrzebującymi domu świnkami morskimi. Mówi, że czyny Colesa zawsze będą miały wpływ na jej życie.
„Czuję, że [jego działania] to atak na moją uczciwość. Muszę walczyć dalej. Wszyscy musimy, bo coś takiego nie powinno się przytrafić nikomu."
Czy Coles myśli kiedykolwiek o Jessice?
„Nie. To głęboka i odległa przeszłość. Dziś nie ma to już znaczenia," mówi.
Dochodzenie UCPI ma kilkuletnie opóźnienie. Wciąż nie ustalono też daty jego zakończenia.
Obserwatorzy oczekują jednak, że ustępujący przewodniczący komisji - John Mitting - wyda w przyszłym roku orzeczenie w sprawie Colesa i Jessiki.
Przy tłumaczeniu tego artykułu, który oryginalnie był napisany w języku angielskim, użyto narzędzi AI. Dziennikarz BBC sprawdził tłumaczenie przed publikacją. Więcej o tym, jak używamy AI.
Edycja: Joanna Kozłowska