'Nigdy nie słyszałem na lewe ucho - dopóki nie dostałem protezy'

Starszy mężczyzna o krótkich siwiejących włosach, w kraciastej koszuli i fioletowym swetrze, siedzi przed przeszkloną szafką pełną protez.
Podpis zdjęcia, Stephen Gilbert urodził się z jednostronną mikrocją - rzadką chorobą sprawiającą, że ucho zewnętrzne jest słabo rozwinięte lub nie ma go wcale
    • Autor, Aileen Moynagh
    • Stanowisko, Reporterka ds. zdrowia
  • Data publikacji
  • Czas czytania: 5 min

Wyobraź sobie, że od urodzenia nie masz ucha i słyszysz tylko jednostronnie.

Stephen Gilbert, 74-latek z Aghalee w Irlandii Północnej, urodził się z jednostronną mikrocją - rzadką chorobą sprawiającą, że ucho zewnętrzne jest słabo rozwinięte lub nie ma go wcale.

Niedawno otrzymał nowatorską protezę, w której zamontowany jest aparat słuchowy. Dzięki temu po raz pierwszy w życiu jest otoczony przez dźwięki.

To zasługa oddziału chirurgii szczękowo-twarzowej w Ulster Hospital - jedynej placówce w Irlandii Północnej, która oferuje zindywidualizowane protezy osobom z wadami wrodzonymi, obrażeniami pourazowymi lub po operacjach nowotworów.

„To, że mogę usłyszeć kogoś po mojej lewej stronie - co było wcześniej niemożliwe - jest naprawdę wyjątkowe," powiedział Gilbert. „To niesamowite, że można otrzymać protezę części twarzy".

„W moim przypadku chodzi o ucho. Nie jest to więc aż tak widoczne jak w przypadku kogoś, kto potrzebuje protezy przedniej części twarzy, na przykład wskutek urazu albo nowotworu," dodał.

„Jestem tego w pełni świadomy - ale też bardzo wdzięczny za to, co mnie spotkało."

Gilbert dorastał w latach 60. XX wieku, gdy wielu chłopców i młodych mężczyzn zapuszczało włosy. Mógł więc z łatwością zasłonić miejsce, w którym powinno znajdować się jego lewe ucho.

Jednak z wiekiem choroba coraz częściej nie dawała o sobie zapomnieć: modne stały się inne fryzury, a włosy Gilberta zaczęły wypadać.

Na zdjęciu po lewej dłonie w niebieskich rękawiczkach trzymają protezę ucha zwróconą tyłem do obiektywu. Na zdjęciu po prawej zwrócona przodem do obiektywu proteza leży na białej chusteczce.
Podpis zdjęcia, Widok protezy ucha Stephena Gilberta z przodu (po prawej) i z tyłu

Gilbert po raz pierwszy zgłosił się do szpitala z prośbą o protezę ucha w październiku 1997 roku. Przez ostatnie 29 lat zlecał specjalistom wykonywanie, naprawę i adaptację sztucznych uszu.

Mówi, że lekarze próbowali wcześniej uformować „coś w rodzaju ucha” ze skóry i tkanek pobranych z innych części jego ciała. Nie udało im się jednak odtworzyć naturalnego kształtu ucha.

Pewnego dnia żona Gilberta przeczytała w czasopiśmie artykuł o postępach w protetyce, opisujący drogę od prostych przeszczepów skóry do tworzenia realistycznych sztucznych uszu.

Wkrótce potem Gilbert udał się do lekarza rodzinnego.

„Przez długi czas dawałem sobie radę. Jednak zawsze wiedziałem chyba, że nie będę mieć włosów do końca życia, i że trzeba będzie coś z tym zrobić," powiedział.

Dwa zdjęcia starszego mężczyzny, przed i po wszczepieniu protezy ucha. Mężczyzna ma krótkie siwiejące włosy i jest ubrany w kraciastą koszulę oraz fioletowy sweter.
Podpis zdjęcia, Zdjęcie po lewej przedstawia Stephena Gilberta bez protezy ucha. Po lewej stronie głowy wszczepiono mu małe implanty mające podtrzymywać sztuczne ucho. Zdjęcie po prawej przedstawia mężczyznę z gotową protezą.

Lekarze usunęli przeszczepioną wcześniej tkankę i wszczepili Gilbertowi małe implanty, które podtrzymują dziś sztuczne ucho.

Następnie wykorzystali odlew prawego ucha mężczyzny, by stworzyć protezę o podobnym kolorze i rozmiarze.

„To niesamowite: miałem coś, czego wcześniej nie było," powiedział Gilbert.

Jego nowa proteza jest wyposażona w aparat słuchowy, który przesyła dźwięki do prawego, sprawnego ucha.

Dzięki protezie Gilbert nie wstydzi się już odsłaniać ucha. Mówi, że postęp w medycynie „ogromnie poprawił” jego jakość życia.

Mężczyzna o krótko przyciętych siwych włosach, w niebieskim fartuchu, siedzi przy stole z protezami w szpitalnym laboratorium.
Podpis zdjęcia, Według Briana Bigmore'a, specjalisty protetyki szczękowo-twarzowej, wpływ defektów twarzy na życie pacjentów może wykraczać daleko poza sam wygląd

Specjalista protetyki szczękowo-twarzowej Brian Bigmore wykonał około 4 tys. protez i innych urządzeń dla ponad 250 pacjentów Ulster Hospital.

Są wśród nich sztuczne uszy, oczy i nosy, a także palce, kciuki i sutki.

Każda z nich jest wykonywana indywidualnie - od wstępnego wycisku ubytku aż po końcowe dopasowanie silikonowej protezy.

Według Bigmore'a wpływ defektów twarzy na życie pacjentów często wykracza daleko poza wygląd zewnętrzny: może oddziaływać na ich pewność siebie, interakcje z innymi i jakość życia.

Bigmore mówi, że protezy mają być zbliżone wyglądem i funkcjonalnością do brakujących narządów. Mają też pomóc pacjentom dojść do siebie po diagnozie, urazie lub operacji, które mogą być punktem zwrotnym w ich życiu.

Dodaje, że widział pacjentów, którzy byli w „naprawdę trudnym stanie psychicznym”. Niektórzy nie chcieli widywać członków rodziny: bali się ich reakcji i martwili się, że nie będą już postrzegani tak samo.

'To nie musi być koniec życia'

Bigmore opisuje reakcje pacjentów patrzących w lustro po założeniu nowej protezy jako jeden z najbardziej emocjonalnych, ale i satysfakcjonujących elementów swojej pracy.

„Niektórzy z moich pacjentów mówią, że nie chcą już nigdy wychodzić z domu. Potem, gdy skończę pracę nad protezą, dzwonią do mnie - może trzy lub cztery miesiące później - i mówią, że jadą na zarezerwowane wakacje."

„Czują się wystarczająco pewnie, by przechodzić przez kontrole na lotnisku, leżeć przy basenie, chodzić z rodziną na drinka. Nie martwią się cudzymi spojrzeniami ani tym, jak mogliby wyglądać bez protezy," opowiada.

„Wszystko, co mogę zrobić, to starać się, by chcieli żyć dalej, by się nie poddawali. To nie musi być koniec życia".

Lekarz o przerzedzonych siwych włosach, w niebieskim fartuchu, trzyma w dłoniach protezę twarzy i okulary w czarnych oprawkach.
Podpis zdjęcia, Brian Bigmore mówi, że protezy mają pomóc pacjentom odzyskać pewność siebie

Choć wiele protez ma za zadanie przywrócić pacjentom dawny wygląd, niektóre pełnią też funkcję praktyczną.

Sztuczne palce i kciuki mogą pomóc pacjentom czuć się pewniej w towarzystwie. Jednocześnie ułatwiają wykonywanie codziennych czynności.

Bigmore mówi, że zgłasza się do niego coraz więcej pacjentów, u których wskutek raka głowy i szyi usunięto cały nos lub oko.

„Boją się patrzeć w lustro," opowiada.

„Muszą zmierzyć się nie tylko z nowotworem i prognozami, perspektywami na dalszą przyszłość, ale również z faktem, że są teraz inni. Inne są też ich relacje."

„Nie chcą już stawiać czoła światu, chcą się tylko schować. Wielu z moich pacjentów mówiło, że woleliby umrzeć, niż wyglądać tak jak teraz," mówi.

„Robię wszystko, co w mojej mocy, by sprawić, by chcieli żyć i iść naprzód”.

Ma nadzieję, że protezy pomogą pacjentom odzyskać pewność siebie.

„Życie nigdy nie będzie takie samo, ale nie musi się kończyć," dodaje.

Przy tłumaczeniu tego artykułu, który oryginalnie był napisany w języku angielskim, użyto narzędzi AI. Dziennikarz BBC sprawdził tłumaczenie przed publikacją. Więcej o tym, jak używamy AI.

Edycja: Joanna Kozłowska