Oglądasz tekstową wersję strony, która zużywa mniej danych. Zobacz pełną wersję tej strony ze wszystkimi zdjęciami i wideo.
Co dalej po upadku Asada? Ceny w Syrii rosną, a kryzys utrudnia odbudowę
- Autor, Hugo Bachega
- Stanowisko, Korespondent ds. Bliskiego Wschodu
- Relacja z, Damaszek, Syria
- Data publikacji
- Czas czytania: 6 min
We wrześniu na placach i ulicach całej Syrii wybuchły protesty. Oburzeni kolejną podwyżką cen paliw demonstranci palili opony, skandowali i blokowali drogi. Był to największy wybuch niezadowolenia, odkąd władzę objął dwa lata temu prezydent Ahmad asz-Szara.
Jeden z mieszkańców powiedział syryjskiej telewizji, że choć wciąż popiera władze, nie stać go już nawet na chleb. „Szczerze mówiąc," stwierdził inny, „zaczęliśmy obawiać się decyzji, jakie może przynieść każdy nowy poranek."
Syryjczycy winią politykę rządu - w tym najnowszą podwyżkę cen - za nasilający się kryzys kosztów utrzymania. Wielu jest dziś w gorszej sytuacji finansowej niż dwa lata temu, gdy rebelianci pod wodzą asz-Szary obalili prezydenta Baszszara al-Asada. Był to koniec pięciu dekad brutalnych rządów rodziny Asadów i ponad 13 lat wyniszczającej wojny domowej.
Asz-Szara, jako głowa państwa, kieruje od tego czasu syryjską transformacją, w tym próbami ożywienia gospodarki po dekadach złego zarządzania, izolacji i konfliktów.
Nikt nie miał wątpliwości, że będzie to trudne zadanie. Syryjczycy tryskali jednak optymizmem: po obaleniu Asada i odzyskaniu wolności liczyli, być może nierealistycznie, na szybką poprawę sytuacji. Ich nadzieje nie spełniły się: sytuacja gospodarcza frustruje dziś wielu mieszkańców.
Przez ostatnie dwa lata niemal wszystko stało się droższe. Wzrosły m.in. koszty żywności i rachunki za media. Wielu Syryjczyków uznało kolejną, nieoczekiwaną podwyżkę cen paliw za znak, że rządzący stracili kontakt z rzeczywistością.
„Nie chcemy rond. Codziennie budują nam nowe rondo. Ludzie byli z tobą i nadal są z tobą,” mówił jeden z protestujących, zwracając się do asz-Szary, „ale to doprowadzi do wybuchu".
Kilka dni później, po wezwaniach do dalszych demonstracji, rząd wycofał się z podwyżki cen.
Na przedmieściach Damaszku spotkałem Fatimę Saleh Eid, która robiła zakupy na targu. Fatima ma 50 lat i pracuje jako sprzątaczka.
„Dużo wycierpieliśmy," powiedziała. Jej mąż dostał niedawno pracę w fabryce ceramiki po roku bezrobocia. Miał szczęście: wielu Syryjczyków nie może znaleźć zatrudnienia.
Na niektórych ulicach zbierają się grupy mężczyzn: mają nadzieję, że ktoś da im dorywcze zlecenie, choćby na jeden dzień. Często czekają na próżno.
Nowy rząd wdrożył program oszczędnościowy i drastycznie ograniczył dopłaty do cen. Od upadku Asada chleb stał się dziesięciokrotnie droższy. Ceny paliw są dziś zbliżone do średniej międzynarodowej, co martwi rolników i podnosi koszty transportu. Koszty energii elektrycznej wzrosły dla niektórych o kilkaset procent.
Władze podniosły płace w sektorze publicznym i emerytury. Nie zdało się to jednak na wiele, gdyż ceny nadal rosną.
„Oszczędzamy teraz na jedzeniu. Nie stać nas już na kurczaka ani na mięso. Jemy tylko warzywa, ale nawet one są drogie," powiedziała Fatima. „Jak Bóg da, wszystko stanieje."
W międzyczasie zebrało się wokół nas kilkanaście osób w różnym wieku. Nikt nie zgodził się z ostatnim stwierdzeniem Fatimy.
Starszy mężczyzna powiedział, że również on przestał jeść mięso. Inny, dwudziestokilkulatek, mówił, że jego rodziny nie stać już na leki dla ojca, który ma wadę serca. Młoda kobieta skarżyła się, że ona i jej czwórka dzieci mogą pozwolić sobie na porządny posiłek jedynie co drugi dzień.
Marwan Bashour, 68-latek, powiedział, że co miesiąc otrzymuje 90 dolarów (355 złotych) emerytury. To równowartość płacy minimalnej w syryjskim sektorze publicznym - i, zdaniem Marwana, „zdecydowanie za mało”.
Według Programu Narodów Zjednoczonych ds. Rozwoju w ubiegłym roku 90% Syryjczyków żyło w ubóstwie.
Marwan opowiedział mi, jak wiąże koniec z końcem.
„Czasami pożyczam pieniądze, czasami sprzedaję rzeczy z domu," powiedział. „Choćby stary garnek, nieużywane talerze czy prezenty, które nam dano. Zdarzało się nawet, że sprzedawałem meble".
Jak wielu innych Syryjczyków Marwan korzystał kiedyś ze wsparcia organizacji dobroczynnych. Wiele z nich musiało jednak ograniczyć usługi wskutek cięć finansowych.
Syria odczuła też skutki wojny USA z Iranem. Według rządu podwyżka cen paliw, która wywołała protesty, była częściowo spowodowana presją tego konfliktu na rynki energetyczne.
Spotkałem też innego emeryta, 63-letniego Nabila al-Remheina. Żadne z jego czwórki dorosłych dzieci nie mogło znaleźć pracy. „Teraz jemy tylko jeden posiłek dziennie. To tragedia," powiedział. Na jego twarzy widać było zmęczenie.
„Nie chodzi tylko o mnie. Chodzi o całą populację. Wszyscy jesteśmy głodni... Dusimy się pod naciskiem rosnących kosztów."
Nabil zabrał mnie do swojego domu w biednej dzielnicy, z wąskimi uliczkami i skromnymi budynkami. Tam poznałem jego żonę. Wykonywała obowiązki domowe po ciemku.
„Boję się rachunku za prąd," powiedział Nabil. „Staramy się nie palić w domu świateł, wyłączamy też lodówkę na około pięć godzin na dobę”.
Mimo to ostatni rachunek pochłonąłby około jednej trzeciej dochodów rodziny. Nabil nie zapłacił go.
Według dr Haida Haida, syryjskiego felietonisty i konsultanta londyńskiego think tanku Chatham House, „znaczna część społeczeństwa” jest w gorszej sytuacji niż przed upadkiem Asada.
Dr Haid mówi, że kryzys gospodarczy jest dla syryjskich władz „jednym z najniebezpieczniejszych problemów”. Dodaje, że nowy rząd jest za niego w pewnym stopniu odpowiedzialny.
Kryzys „wiąże się częściowo z brakiem zasobów [finansowych] i spuścizną poprzedniego reżimu," mówi dr Haid.
„Jednak liczy się też bezpośredni wpływ nowej polityki, która zwraca kraj w stronę gospodarki liberalnej i wolnorynkowej, nie biorąc pod uwagę wpływu na ludzi”.
Rzecznik syryjskiego ministerstwa gospodarki i przemysłu powiedział mi, że żaden z jego urzędników nie jest w stanie udzielić mi wywiadu.
Asz-Szara odnotował oczywiście kilka ważnych sukcesów.
Zniesiono międzynarodowe sankcje nałożone na Syrię za czasów Asada; Stany Zjednoczone usunęły też kraj z listy państw sponsorujących terroryzm.
Syria wydaje się dziś bardziej stabilna, choć wielu mieszkańców wciąż obawia się o bezpieczeństwo.
Nowy rząd nadal umacnia władzę: na początku roku odbił bogaty w surowce północny wschód kraju z rąk sił kurdyjskich. (Druzowie nadal kontrolują obszary na południu, gdzie chcą stworzyć autonomiczne państwo; Izrael okupuje część południowo-zachodniej Syrii).
Jak dotąd nie nastąpiło jednak prawdziwe ożywienie gospodarcze. Po wojnie, która pochłonęła pół miliona ofiar i wygnała z domów połowę ludności, duże obszary Syrii pozostają w ruinie.
Wiele rodzin nie może pozwolić sobie na czynsz i mieszka w częściowo zniszczonych budynkach. Bank Światowy szacuje koszty odbudowy na 216 miliardów dolarów (około 851 mld złotych). Bez zagranicznej pomocy i inwestycji Syryjczycy nie będą w stanie ich pokryć.
Samir Aita - Syryjczyk i szef Koła Ekonomistów Arabskich, niezależnego think tanku z siedzibą w Paryżu - stwierdził, że kryzys wynika z szeregu działań rządu, który „nie tonuje oczekiwań i stwarza nierealistyczne nadzieje."
Na pytanie o przyszłość odpowiedział: „Sytuacja jest nie do utrzymania. Boję się chaosu, jeśli się nie zmieni."
Wyczerpani latami wojny Syryjczycy nie tracą nadziei. Nie mają wyboru.
Abu Mahmoud, taksówkarz, powiedział mi: „[Władze] odziedziczyły kraj w stanie bankructwa, więc ludzie muszą być cierpliwi. Nic nie dzieje się z dnia na dzień”.
Dodatkowy reportaż: Lana Antaki, Samantha Granville i Neha Sharma
Przy tłumaczeniu tego artykułu, który oryginalnie był napisany w języku angielskim, użyto narzędzi AI. Dziennikarz BBC sprawdził tłumaczenie przed publikacją. Więcej o tym, jak używamy AI.
Edycja: Joanna Kozłowska